To był dzień, na który czekano od miesięcy. Agnieszka Kaczorowska i Maciej Pela wreszcie spotkali się w sądzie na rozprawie rozwodowej, zamykając kolejny rozdział bardzo medialnej historii. Gdy emocje opadły, a drzwi budynku się otworzyły, uwagę wszystkich przyciągnęło to, co wydarzyło się chwilę później.
Jesienią ubiegłego roku stało się jasne, że małżeństwo tancerki i jej męża to już przeszłość. Od tamtej pory temat nie schodził z nagłówków. Były szczere wyznania byłego partnera, udział Agnieszki w programie „Królowa Przetrwania” i głośna afera liścikowa, która dolała oliwy do ognia. Równolegle, na oczach widzów Polsatu, rodziła się nowa relacja 33-latki z Marcinem Rogacewiczem, pełna czułych gestów i wspólnych chwil.

W dniu rozprawy rozwodowej Agnieszka i Maciej pojawili się w sądzie, by formalnie zmierzyć się z finałem swojego związku. Wcześniej Pela deklarował, że oboje dążą do ugody i liczą na szybkie zakończenie sprawy. Przed wejściem na salę byli partnerzy przywitali się spokojnie i podali sobie ręce, co tylko potwierdziło, że napięcie nie sięgnęło zenitu.

Po zakończeniu rozprawy Agnieszka Kaczorowska opuściła budynek sądu, rozglądając się i ściskając w dłoni telefon. Szybko okazało się, że nie wychodzi sama. Na ulicy czekał na nią Marcin Rogacewicz. Skryty pod czapką zatrzymał samochód, by ukochana mogła wsiąść na miejsce pasażera. Cała scena miała w sobie coś bardzo symbolicznego.

Zanim jednak auto ruszyło, tancerka wykonała jeszcze jeden gest. Przez opuszczoną szybę pomachała stojącej nieopodal mamie, żegnając się z nią uśmiechem. Dopiero wtedy samochód odjechał, a Kaczorowska zniknęła z pola widzenia.

Warto przypomnieć, że sam Rogacewicz kilka miesięcy temu ogłosił zakończenie własnego małżeństwa. W czerwcu opublikował wymowny wpis z hasztagiem „wolność”, informując o rozpoczęciu nowego etapu w życiu. Tymczasem w sprawie rozwodu Agnieszki Kaczorowskiej i Macieja Peli wyrok ma zapaść 17 listopada 2025 roku.
