Poranek w domu Anny znów zaczął się od napięcia i kłótni. Kolejny raz sprzeczała się z ojcem o baletki. Dziewczyna od trzech lat chodziła na zajęcia taneczne i marzyła, że pewnego dnia zostanie prawdziwą baleriną. W studiu inne dziewczyny miały piękne stroje i drogie pointy, a ona wciąż ćwiczyła w starych, zniszczonych rzeczach.
Najbardziej bolały ją właśnie buty. Były wytarte, przyciemnione, miejscami poobijane, i Anna była przekonana, że to przez nie wszyscy patrzą na nią z litością.
Ojciec od rana szykował się do pracy. Pracował na budowie, brał na siebie najcięższe zadania, wracał do domu wykończony, z bolącymi plecami i szorstkimi od pracy dłońmi. Anna znowu zaczęła nalegać, żeby kupił jej nowe baletki. Mówiła, że wstydzi się iść na zajęcia, że zbliża się występ, że inni się z niej śmieją.
Ojciec spokojnie tłumaczył, że teraz nie ma pieniędzy, że trzeba jeszcze trochę poczekać, ale że na pewno coś wymyśli. Jednak Anna nie chciała już słuchać. W złości chwyciła stare buty i rzuciła nimi prosto w ojca.
On tylko spuścił wzrok, podniósł je z podłogi i nic nie powiedział. Anna szybko się ubrała i wyszła na trening, trzaskając drzwiami. Miała wrażenie, że nikt jej nie rozumie. A on jeszcze przez chwilę stał w przedpokoju z tymi butami w rękach, jakby nad czymś się zastanawiał. W końcu zabrał je ze sobą i poszedł do pracy.
To był ciężki dzień na budowie. A jednak nawet tam ojciec nie przestawał myśleć o córce. W czasie przerwy wyjął stare baletki, delikatnie je oczyścił, starannie usunął brud, wyprał przetarte miejsca, a potem znalazł złotą farbę i zaczął ostrożnie pokrywać nią materiał.
Pod koniec dnia buty wyglądały zupełnie inaczej. Błyszczały i sprawiały wrażenie niemal nowych. Nie były idealne, ale były piękne i eleganckie.
Ojciec spojrzał na nie i po raz pierwszy tego dnia się uśmiechnął. Bardzo chciał sprawić córce radość. Dlatego po pracy, zmęczony i w roboczym ubraniu, od razu poszedł do szkoły tańca.

— Kto to jest?
— Co on tu robi?
— Dlaczego wygląda jak bezdomny?
— Fuj, jak on pachnie…
Na początku Anna nie rozumiała, o kim mówią, ale kiedy się odwróciła, zamarła. W drzwiach stał jej ojciec. Zmęczony, zakurzony, w starej roboczej kurtce.
— Córeczko, przyniosłem twoje buty — powiedział. — Zobacz, naprawiłem je. Teraz możesz spokojnie ćwiczyć i wystąpić.
— To twój ojciec?
— Jesteś z biednej rodziny?
— Ale wstyd…
Anna poczuła, jak jej twarz płonie. Wszystkie spojrzenia skierowały się na nią i zamiast podejść do ojca, podziękować mu i go przytulić — przestraszyła się śmiechu.
— To nie mój ojciec — powiedziała ostro. — To pomocnik mojego taty.
Ojciec natychmiast zamilkł. Jego twarz się zmieniła, ale wciąż trzymał w rękach buty.
Anna podeszła do niego, wyrwała je z jego rąk i ze złością rzuciła na podłogę.
Ojciec nie tłumaczył się, nie sprzeczał, nie powiedział ani jednego ostrego słowa. Po prostu spojrzał na córkę, schylił się, podniósł jeden z butów, odłożył go i powoli wyszedł z sali.
Ale wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego, po czym Anna gorzko pożałowała swojego zachowania 😱😨

Dopiero gdy drzwi się za nim zamknęły, Anna poczuła ciężar w środku. Jednak duma nie pozwoliła jej pobiec za nim. Udawała, że nic się nie stało, podniosła buty, otrzepała je i wróciła do ćwiczeń.
Tego wieczoru ojciec nie wrócił do domu o zwykłej porze. Przyszedł bardzo późno, gdy Anna była już w swoim pokoju. Nie zajrzał do niej, nic nie powiedział i od tego dnia stał się jeszcze bardziej milczący.
Następnego dnia na łóżku Anny leżało pudełko. W środku były nowe baletki — nie odnowione, ale zupełnie nowe.
Anna była tak szczęśliwa, że przytuliła je do siebie i pobiegła na trening.
Anna stała z nagrodą w rękach i nagle zrozumiała, że nie ma z kim podzielić się tą radością. Ojca przy niej nie było.
Kiedy wróciła do domu, niemal od razu zadzwonił telefon. Głos po drugiej stronie był dziwny. Powiedziano jej, że jej ojciec trafił do szpitala. Zasłabł w pracy. Z powodu przemęczenia i niekończących się nadgodzin doszło do poważnego ataku.
Anna poczuła, jakby ziemia usunęła się jej spod nóg. Stała pośrodku pokoju, ściskając dyplom, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy.
W jednej chwili wróciły do niej wszystkie słowa, które powiedziała w sali. Przypomniała sobie jego uśmiech, to jak trzymał złote, odnowione baletki, jak cicho wyszedł, nie mówiąc ani słowa.
Pobiegła do szpitala, nie czując nóg ani oddechu. Już pod drzwiami sali drżała ze strachu. Gdy weszła, zobaczyła ojca leżącego na łóżku — bardzo bladego, wychudzonego, niezwykle słabego. Jego silne dłonie, przyzwyczajone do ciężkiej pracy, spoczywały nieruchomo na kołdrze. Anna podeszła bliżej, usiadła obok i nie była w stanie powstrzymać łez.
— Tato, wybacz mi — wyszeptała, ściskając jego rękę. — Proszę, wybacz. To moja wina. Byłam okropna. Chciałeś zrobić dla mnie coś dobrego, a ja… tak bardzo się wstydzę tego, co powiedziałam. Nigdy nie powinnam była tak się zachować. Nigdy.

Po pewnym czasie odzyskał przytomność. Zobaczył córkę obok siebie, zobaczył jej łzy i słabo ścisnął jej dłoń. A Anna rozpłakała się jeszcze bardziej, bo w tej chwili zrozumiała najważniejszą rzecz.
