|

Mój synek płakał bez przerwy przez prawie dwie godziny, chociaż go nakarmiłam, zmieniłam pieluszkę, nosiłam na rękach i próbowałam uśpić. Nie miałam już pojęcia, co jeszcze mogę zrobić

Dopiero kiedy w końcu zdjęłam z niego wszystkie ubranka, zobaczyłam coś, na widok czego dosłownie zdrętwiały mi ręce 😨

Tamtego wieczoru wszystko zaczęło się zupełnie normalnie. Mój synek miał osiem miesięcy i zazwyczaj przed snem karmiłam go, przez chwilę nosiłam na rękach, a potem odkładałam do łóżeczka, gdzie po kilku minutach spokojnie zasypiał.

Tego dnia było jednak zupełnie inaczej. Początkowo zaczął jedynie marudzić, więc pomyślałam, że jest zmęczony, ponieważ w ciągu dnia spał wyjątkowo mało.

Wzięłam go na ręce, mocno przytuliłam i zaczęłam powoli chodzić po pokoju.

— Wszystko dobrze, mamusia jest tutaj — mówiłam do niego cicho.

Zazwyczaj sam mój głos wystarczał, żeby szybko się uspokoił. Tym razem maluch nadal płakał, a po kilku minutach jego płacz stał się jeszcze głośniejszy.

Sprawdziłam pieluszkę — była czysta. Podałam mu mleko, ale wypił zaledwie kilka łyków i odwrócił głowę.

DOTKNĘŁAM JEGO CZOŁA — NIE MIAŁ GORĄCZKI. SPRAWDZIŁAM TEŻ BRZUSZEK I DELIKATNIE GO MASOWAŁAM, PODEJRZEWAJĄC, ŻE BYĆ MOŻE DOKUCZAJĄ MU GAZY.

Nic nie pomagało. Czasami uspokajał się na krótką chwilę, ale po kilku sekundach ponownie zaczynał rozpaczliwie krzyczeć.

Zaczęłam naprawdę się niepokoić. Najgorsze w takich chwilach jest to, że tak małe dziecko nie potrafi powiedzieć, gdzie je boli.

Patrzysz na nie i zaczynasz w myślach analizować dziesiątki możliwych przyczyn. Brzuszek? Ząbkowanie? Zmęczenie? Może jest mu za gorąco albo za zimno?

W pewnym momencie rozebrałam go niemal całkowicie, zostawiając tylko koszulkę i pieluszkę, żeby dokładnie obejrzeć jego skórę. Na plecach niczego nie zauważyłam, brzuch również wyglądał normalnie, podobnie jak ręce.

Nie znalazłam niczego podejrzanego, więc ponownie go ubrałam. Minęła prawie kolejna godzina.

Mój synek miał już zachrypnięty głos od ciągłego płaczu, a ja sama byłam o krok od tego, żeby zacząć płakać razem z nim. Czułam coraz większą bezradność, bo wypróbowałam już niemal wszystko, co przyszło mi do głowy.

W końcu położyłam go na łóżku i postanowiłam jeszcze raz sprawdzić wszystko od samego początku — tym razem dosłownie każdy centymetr jego ciała.

KIEDY WRESZCIE ZDJĘŁAM MU SKARPETKI, ZAMARŁAM Z PRZERAŻENIA. DOPIERO WTEDY ZOBACZYŁAM COŚ, CZEGO WCZEŚNIEJ ZUPEŁNIE NIE ZAUWAŻYŁAM.

Dziś opowiadam swoją historię, żeby inni rodzice również wiedzieli, że czasami może wydarzyć się nawet COŚ TAKIEGO 😰😢

Wtedy właśnie zauważyłam coś dziwnego. Jedna nóżka wydawała się odrobinę bardziej opuchnięta od drugiej.

Początkowo pomyślałam, że może tylko mi się wydaje. Kiedy jednak delikatnie dotknęłam stópki, synek natychmiast zaczął płakać jeszcze głośniej.

Dopiero wtedy po raz pierwszy naprawdę uważnie przyjrzałam się miejscu pod skarpetką. Szybko ją zdjęłam i znieruchomiałam.

Jeden z paluszków u stopy był mocno zaczerwieniony i bardzo spuchnięty. Wokół niego ciasno owinięte było coś tak cienkiego, że niemal nie dało się tego dostrzec.

To był długi włos. Mój własny włos.

Owinął się wokół paluszka tak mocno, że dosłownie wbijał się w delikatną skórę dziecka. Był tak cienki, że początkowo nawet nie mogłam zrozumieć, na co patrzę, ponieważ niemal zlewał się ze skórą.

NATYCHMIAST OGARNĘŁO MNIE OGROMNE POCZUCIE WINY. PRZECIEŻ KILKA RAZY SPRAWDZAŁAM SYNKA, ROZBIERAŁAM GO, DOTYKAŁAM JEGO BRZUSZKA I OGLĄDAŁAM DŁONIE, A MIMO TO ANI RAZU NIE POMYŚLAŁAM, ŻEBY ZDJĄĆ MU SKARPETKI.

Wydawały mi się miękkie i wygodne. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że właśnie pod jedną z nich może kryć się źródło tak ogromnego bólu.

Bardzo ostrożnie spróbowałam zdjąć włos, ale był zaciśnięty zbyt mocno. Bałam się, że nieumiejętnym ruchem tylko pogorszę sytuację, dlatego natychmiast zadzwoniłam do męża i razem bardzo delikatnie udało nam się uwolnić paluszek.

Po pewnym czasie synek zaczął się uspokajać. Nadal od czasu do czasu szlochał, ale ten przeraźliwy, nieustający płacz wreszcie ustał.

Siedziałam obok niego i patrzyłam na jego maleńką, opuchniętą nóżkę. Nie mogłam uwierzyć, że przyczyną niemal dwóch godzin cierpienia był jeden zwyczajny włos.

Dopiero później dowiedziałam się, że coś takiego rzeczywiście może przydarzyć się niemowlętom. Włos może przypadkowo dostać się do skarpetki lub ubranka, owinąć wokół małego paluszka i stopniowo zaciskać się coraz mocniej.

Sunlitee