Winda w starym centrum handlowym, podobnie jak reszta budynku, chyliła się ku upadkowi.
Z sufitu spadał tynk, migotały światła, a z głośników dobiegał szum starego radia.
Nikt już nie zwracał na nią uwagi.
Anna nacisnęła przycisk piątego piętra i zmęczona oparła się o ścianę.
Po ciężkim dniu chciała po prostu wrócić do domu.
Na dole rozległ się huk – metal żałośnie zatrzeszczał, ale drzwi w końcu się otworzyły.
Z windy wyszedł mężczyzna – wysoki, w płaszczu, z torbą przewieszoną przez ramię. Uśmiechnął się odruchowo i uprzejmie przytrzymał drzwi.
„Proszę”.
Anna zrobiła krok naprzód – i w tym momencie wszystko wydarzyło się naraz.
Z sufitu dobiegł głośny trzask, beton zatrzeszczał, a powietrze zadrżało.
Mężczyzna rzucił się w jej stronę, chwycił ją za ramiona i odciągnął na bok.
Sekundę później winda ruszyła w dół.
Głuchy dźwięk, metaliczny jęk, chmura kurzu.
Udało mu się.
Oboje leżeli na podłodze, dusząc się ze strachu i kurzu.
Anna drżała, nie mogąc wykrztusić słowa.
Mężczyzna wstał i pomógł jej wstać, jego wzrok był zmęczony, ale spokojny.
„Wszystko… wszystko w porządku” – powiedział cicho.
Wyjął chusteczkę z kieszeni i podał jej.
Na materiale były zaschnięte krople farby.
Anna je rozpoznała – te same, które były na jej dawnej klatce schodowej.
„Czy my się znamy?” – zapytała.
Uśmiechnął się blado.
„Kiedyś… Naprawiałem twoje drzwi”.
Otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale on już odszedł.
Później, gdy przybyli ratownicy i policja, nagranie z monitoringu zostało wyemitowane w wiadomościach.
Na nagraniu widać było moment, w którym mężczyzna gwałtownie wypchnął kobietę z miejsca upadku.
Potem nastąpił błysk kurzu i ciemność.
Nikt jednak nigdy nie ustalił, kim on był. Na miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych dokumentów.
Tylko chusteczkę pomalowaną farbą, starannie złożoną na ścianie, niedaleko miejsca, w którym stał.

