Jechał autostradą między miastami, droga była pusta, a wieczorne słońce odbijało się w jego lusterku. Radio grało cicho, w powietrzu unosił się zapach benzyny i wiosny. Wszystko było spokojne – dopóki nie dostrzegł przed sobą gęstego dymu.
Na początku pomyślał, że ktoś gdzieś pali trawę. Ale gdy podjechał bliżej, zdał sobie sprawę: samochód się palił.
Był zaparkowany na poboczu, przód płonął, spod maski buchały płomienie. Wewnątrz widać było zamglone szyby, czarny dym i niewyraźny cień, jakby ktoś się poruszał.
Zahamował.
Przez chwilę panowała cisza, słychać było tylko syczenie ognia i odległy szum autostrady.
Przejeżdżały samochody, niektóre zwalniały, inne filmowały telefonami.
Ale nikt się nie zbliżał.
Wyskoczył z samochodu i wyciągnął gaśnicę z bagażnika.
Powietrze było gorące, jakby oddychał przez popiół. Pobiegł do drzwi i pociągnął za klamkę – były zamknięte. Ktoś walił w szybę od środka.
Serce mu zamarło.
Krzyknął: „Hej! Trzymaj się! Już!”
Ale mężczyzna w środku ledwo się ruszał.
Cofnął się o krok, mocniej ścisnął gaśnicę i uderzył nią o okno.
Szkło zadrżało, ale nie pękło. Kolejne uderzenie – i kolejne.
Za trzecią próbą rozległ się głuchy trzask, a na powierzchni pojawiły się pęknięcia.
Uderzył ponownie, z całej siły.
Odłamki roztrzaskały się, a powietrze wystrzeliło z żarem i dymem.
Odrzucił resztę szyby dłonią, nie czując bólu.
Wsunął rękę do środka i dotknął kurtki.
„No dalej!” krzyknął. „Łap ją!”

Za nim ryczał ogień.
Sekundę później zbiornik paliwa zapalił się, płomienie oślepiły, a nad autostradą uniósł się słup dymu.
Zakrył głowę i złapał oddech.
Mężczyzna obok niego kaszlał, oczy miał zaczerwienione, usta popękane, ale żył.
Spojrzał w górę – i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że ma zakrwawione ręce, ubranie czarne od sadzy, a dłonie drżały.
Podjechały pierwsze samochody.
Ludzie wyskakiwali, biegli z apteczkami i gasili pożar.
A on stał z boku, patrząc, jak płonie pusty samochód – ten sam, z którego właśnie wyciągnął mężczyznę.
Ogień trzaskał, w powietrzu unosił się zapach topiącego się metalu.
Uklęknął, podniósł gaśnicę i położył ją obok siebie, jakby gasił pożar. Kierowca ciężarówki podszedł do niego i poklepał go po ramieniu:
„Stary, mogłeś przegapić”.
Spojrzał w płomienie i cicho odpowiedział:
„A gdyby nie, na pewno by nie przeżył”.
Droga znów zaczęła tętnić ruchem, życie toczyło się dalej.
