Jest coś niesamowicie pociągającego w starych walizkach, starannie ułożonych jedna na drugiej. Wydają się kryć w sobie historie podróży, dalekich dróg i przygód. Zawsze marzyłem o takiej ozdobnej „piramidzie walizek”, ale prawdziwe modele vintage są drogie i rzadkie. Musiałem więc znaleźć inne rozwiązanie – i zacząłem od prostej sosnowej komody.

Oprócz komody mieliśmy też mnóstwo starych, zepsutych walizek, które kupiliśmy w sklepie z używanymi rzeczami dosłownie za kilka dolarów za sztukę. Były w fatalnym stanie – popękana skóra, podarty materiał i brakujące uchwyty. Dorzuciliśmy nawet kilka starych toreb, dla urozmaicenia. Ale potrzebowaliśmy ich tylko jako źródła okuć: zamków, uchwytów, pasków i innych elementów dekoracyjnych.
Niektóre elementy odpadały bez problemu, inne trzeba było dosłownie wyciąć ostrym nożem lub siłą. Ale ostatecznie zgromadziliśmy pokaźną kolekcję części do „walizek” i byliśmy gotowi do rozpoczęcia metamorfozy komody.

Wyjęliśmy wszystkie szuflady, pozbyliśmy się starych drewnianych uchwytów i starannie przeszlifowaliśmy powierzchnię. Następnie pokryliśmy ją ciepłą, soczystą bejcą – komoda od razu wyglądała bardziej elegancko.


Praca zajęła około dwóch tygodni, ponieważ zależało mi na tym, aby każda szuflada wyglądała niepowtarzalnie. Niektóre fronty pomalowaliśmy, a inne okleiliśmy skrawkami prawdziwej skóry walizki, którą udało nam się uratować. Uchwyty walizek nie tylko przykleiliśmy, ale i przykręciliśmy – zdecydowanie nie chcieliśmy, żeby odpadły w najmniej odpowiednim momencie.

I krok po kroku nudna sosnowa komoda przekształciła się… w stos zabytkowych walizek. Efekt końcowy jest tak imponujący, że teraz, za każdym razem, gdy na nią patrzę, czuję się trochę jak podróżnik, który rozpoczyna nową przygodę. Komoda idealnie wpasowuje się w wnętrze i staje się prawdziwą ozdobą pokoju.
