Kiedy David po raz pierwszy przyszedł na rozmowę kwalifikacyjną, był zdenerwowany.
Jego marynarka była trochę za duża, ręce mu się trzęsły, ale uśmiech pozostał – delikatny, wytrwały, szczery.
Wiedział, że ma nikłe szanse. Zawsze wiedział.
Ale przychodził – raz po raz.
Czasami nie pozwalali mu nawet dokończyć zdania.
„Przepraszam, ale nie mamy warunków dla takich pracowników”.
„Takich” oznaczało osoby na wózkach inwalidzkich.
Był do tego przyzwyczajony. Prawie.
David nigdy się nie złościł. W środku panowała tylko cisza – cisza tak głośna, że aż dzwoniła w uszach.
Za każdym razem wracał do domu, otwierał laptopa i pisał nowe e-maile.
Nie prosił o litość, tylko szukał szansy.
Wszystko się zmieniło, gdy pewnego dnia odebrał telefon.
„Nie możemy panu zaoferować pracy” – powiedziała kobieta po drugiej stronie. „Ale może pan nam powie, jak sprawić, żeby w biurze wszyscy czuli się komfortowo?”
To zdanie było punktem zwrotnym. Przyszedł – nie jako osoba szukająca pracy, ale jako ktoś, kto wiedział, jak robić rzeczy lepiej.
Pomógł przeprojektować rampy, biura i zapewnić dostępność strony internetowej.
Tak zaczęła się jego praca.
Rok później został mianowany kierownikiem projektu.
Trzy lata później został dyrektorem firmy.
Kiedy po raz pierwszy wprowadził się do swojego biura, słońce padało na jego biurko dokładnie tak samo, jak w dniu, w którym nie został zatrudniony.
Wyjrzał przez okno i cicho powiedział:
„Dziękuję, że mnie wtedy odrzuciliście. W przeciwnym razie nie zaszedłbym tak daleko”.
Teraz w jego biurze pracują dziesiątki osób – w tym te, które również wcześniej zostały odrzucone.
Nie uważa się za wzór do naśladowania.
Po prostu codziennie przypomina swojemu zespołowi:
Szanse to nie coś, co dostajesz. To coś, co tworzysz.

