To był zwyczajny wieczór. Październik, wilgotne powietrze, żółte liście oblepiające asfalt. Artem wracał do domu po pracy i zauważył samochód zaparkowany zdecydowanie zbyt blisko jego samochodu na parkingu sklepu. Stary ford, pokryty kurzem, z ledwo widocznym wgnieceniem na drzwiach. Zaklął cicho, ale zamiast psuć sobie humor, wyjął z plecaka kartkę papieru i długopis. „Proszę parkować ostrożniej. Zrobił pan rysę” – napisał i przycisnął kartkę do szyby wycieraczką.
Szedł do domu, słuchając muzyki na słuchawkach. Pogoda zapowiadała deszcz, a miasto zdawało się wstrzymywać oddech. Jego dusza zaznała spokoju – drobne przykrości dnia codziennego szybko się rozwiały.
Rano znowu minął ten sam sklep. Policja, sygnalizacja świetlna, karetka. Wokół stali ludzie, ktoś filmował telefonem. Artem się zatrzymał. Miejsce, w którym wczoraj stał zakurzony ford, zamieniło się w stertę złomu. Około północy staranowała go ciężarówka.
Podszedł bliżej. Policjant powstrzymał go gestem: „Nie ma mowy, stary”. Artem skinął głową, ale jego wzrok dostrzegł coś błyszczącego na mokrej nawierzchni. Zgięte pióro wycieraczki i leżący nieopodal biały skrawek papieru. Rozpoznał swój charakter pisma.
Później dowiedział się, że kierowca zginął na miejscu. Młody mężczyzna, mniej więcej w jego wieku. W raporcie napisano, że wypadek miał miejsce zaledwie dwie godziny po tym, jak Artem zostawił list.
Przez wiele dni nie mógł o tym zapomnieć. Kim był ten człowiek? Dlaczego akurat ten samochód? Dlaczego w ogóle zdecydował się coś napisać, zamiast po prostu odejść? Artem leżał w nocy bezsennie, wyobrażając sobie mężczyznę wsiadającego do samochodu, czytającego list i uśmiechającego się – być może postanawiającego przeprosić rano.
Tydzień później wrócił w to samo miejsce. Liście jeszcze bardziej zgęstniały i mżyło. Na asfalcie widniały ślady kredy – zarys samochodu, ciemna plama oleju. Wyciągnął nową kartkę i napisał tylko dwie linijki:
„Przepraszam, nie wiedziałem”.
I znowu przycisnął kartkę do krawężnika, gdzie kiedyś stał ford.
A kiedy odszedł i się odwrócił, kartki już nie było.

