Kiedy trafiłam do kobiecego zakładu karnego, od razu zrozumiałam, że nikt nie zamierza dociekać, kim jestem ani dlaczego znalazłam się za kratami. W tym miejscu wszystkich traktowano jednakowo. Nie miało znaczenia, czy ktoś był winny, czy niewinny, czy popełnił poważny błąd, czy po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Dla pozostałych byłaś tylko kolejną więźniarką, którą można było poniżyć.
Nikt nie znał mojej przeszłości. Nikt nawet nie zapytał, kim byłam przed osadzeniem. Mimo to od pierwszej chwili patrzono na mnie z taką wrogością, jakbym wyrządziła każdej z tych kobiet osobistą krzywdę. A przecież wiele z nich wcale nie było lepszych ode mnie.
Przez pierwsze dni starałam się z nikim nie rozmawiać. Wszystko robiłam po cichu, unikałam kłótni i nie patrzyłam nikomu prosto w oczy. Wydawało mi się, że jeśli nie dam nikomu powodu do zaczepki, zostawią mnie w spokoju. Szybko jednak zrozumiałam, że w tym miejscu milczenie uznawano za oznakę słabości.
Podczas spaceru po więziennym dziedzińcu podeszła do mnie najbardziej wpływowa i budząca strach osadzona. Była potężnie zbudowaną kobietą o lodowatym spojrzeniu, od którego przechodziły ciarki. Pozostałe więźniarki natychmiast odsunęły się na bok, jakby bały się nawet znaleźć na jej drodze.

Stanęła tuż przede mną i uśmiechnęła się z wyraźną kpiną.
— No proszę, nowa… Gotowa na rytuał powitania?
— Jaki rytuał? — zapytałam spokojnym głosem.
— Każda przez to przechodziła. Teraz kolej na ciebie.
Kilka sekund później znalazłam się otoczona. Jedna z kobiet popchnęła mnie w ramię, druga podstawiła mi nogę i upadłam na mokrą betonową posadzkę. Nad moją głową rozległy się wybuchy śmiechu.
Po chwili wylały na mnie całe wiadro lodowatej wody. Przeszywający chłód przebiegł przez całe ciało niczym ostry ból. Jedne biły brawo, a przywódczyni grupy patrzyła na wszystko z zadowolonym uśmiechem.
— To dopiero początek — powiedziała. — Teraz przeczołgasz się przez cały korytarz. A jeśli zatrzymasz się choć na chwilę, gorzko tego pożałujesz.
Powoli uniosłam głowę i spojrzałam jej prosto w oczy. Nie miała najmniejszego pojęcia, kim naprawdę jestem ani co wydarzy się za kilka minut. 😲😱

— Jesteś pewna, że chcesz to kontynuować?
— Czy ty właśnie próbujesz mi grozić?
Nie odpowiedziałam. Spokojnie wyjęłam z kieszeni niewielką, złożoną kartkę, którą otrzymałam zaraz po przybyciu do tego więzienia. Przez cały ten czas celowo nikomu jej nie pokazywałam.
— Co to jest? — zapytała, marszcząc czoło.
— Dokument dotyczący mojego przeniesienia — odpowiedziałam cicho. — Ale nie jako zwykłej więźniarki.
Wyrwała mi kartkę z ręki, szybko przebiegła wzrokiem po kilku linijkach i nagle wyraźnie zbladła.
— To niemożliwe…
W tej samej chwili drzwi oddziału otworzyły się z impetem. Do środka wszedł dyrektor więzienia wraz z kilkoma funkcjonariuszami.
— Proszę przyjąć moje przeprosiny. Nie zdążyliśmy odpowiednio wcześnie poinformować personelu. Ta kobieta jest nową funkcjonariuszką wydziału bezpieczeństwa wewnętrznego. Została skierowana tutaj pod przykryciem, aby zbadać przypadki znęcania się nad osadzonymi.
Na korytarzu zapadła tak głęboka cisza, że było słychać krople wody spadające z mojego ubrania.
Kobieta, która jeszcze chwilę wcześniej przyciskała mnie stopą do podłogi, powoli cofnęła się o krok.
Dyrektor spokojnie odwrócił się do funkcjonariuszy i polecił:
— Zabezpieczono już nagrania z kamer. Wszystkie osoby uczestniczące w tym zdarzeniu należy natychmiast odseparować. Czeka je bardzo poważna rozmowa.
Dopiero wtedy wszyscy zrozumieli, że tego dnia to nie ja przechodziłam rytuał inicjacyjny.
To oni właśnie go przeszli.
