|

„Nie będę waszą maskotką do ocieplania wizerunku”. Doda odpala się po oskarżeniach i rzuca wszystko na stół

Doda znów znalazła się w centrum burzy. Tym razem nie chodzi o muzykę ani skandal obyczajowy, ale o jej coraz głośniejsze zaangażowanie w pomoc zwierzętom. W środę pojawiła się w Sejmie, gdzie razem z innymi osobami publicznymi, w tym Małgorzatą Rozenek-Majdan, wzięła udział w działaniach na rzecz poprawy losu zwierząt w Polsce. I właśnie wtedy ruszyła lawina komentarzy.

Od kilku tygodni Rabczewska aktywnie działa w terenie. Podczas siarczystych mrozów dowoziła do schronisk ubrania dla psów, pomagała w ocieplaniu bud i nagłaśniała dramatyczne warunki, w jakich żyją zwierzęta. Głośno mówiła też o problemie tzw. pato-schronisk, czyli miejsc nastawionych na zysk, gdzie dobro zwierząt schodzi na ostatni plan.

Sprawa wyszła poza media społecznościowe. Doda zabrała głos również publicznie, także w Sejmie, gdzie jej obecność wywołała spore poruszenie. Symboliczne było to, że przy jednym stole z nią zasiadła Małgorzata Rozenek-Majdan, obecna żona jej byłego męża. Emocje były gwarantowane.

Choć wielu obserwatorów doceniło jej zaangażowanie, szybko pojawiły się też oskarżenia. Część komentujących zarzuciła piosenkarce, że całe to zamieszanie to jedynie próba wybielenia wizerunku i przykrycia dawnych kontrowersji. Doda długo nie milczała.

Na Instagramie opublikowała nagranie, w którym nie owijała w bawełnę. Dała jasno do zrozumienia, że podważanie jej intencji ją wkurza. Przypomniała, że hejtujący wyciągają historie sprzed dekady, wypominają jej dawne zachowania i kwestionują to, co robi tu i teraz. Podkreśliła, że ma prawo do emocji i nerwów, jak każdy.

W pewnym momencie padły najmocniejsze słowa. Doda stwierdziła wprost, że jeśli ataki będą się nasilać, może po prostu rzucić wszystko i pojechać na wakacje, jak większość gwiazd, zamiast angażować się w trudne i niewdzięczne działania. Zaznaczyła jednak coś kluczowego — dla zwierząt nie ma znaczenia, kto im pomaga i jakie ma nazwisko.

NA KONIEC UDERZYŁA JESZCZE MOCNIEJ.

Na koniec uderzyła jeszcze mocniej. Stwierdziła, że osoby, które ją obrażają, nie mają moralnego prawa jej oceniać, jeśli same nie zrobiły choćby połowy tego, co ona przez całe życie w ramach pomocy innym. I tym jednym zdaniem zamknęła temat.

Sunlitee