Teatr Wielki Opery Narodowej wypełnił się światłem, eleganckimi rozmowami i lekkim napięciem, bo właśnie tu zapadał werdykt dla najlepszego sportowca 2025 roku. Wśród setek zaproszonych gości uwagę przyciągały nie tylko nazwiska nominowanych, ale też ci, którzy przyszli w ich imieniu. Jedną z najbardziej zauważalnych postaci była Anna Lewandowska.
Trenerka pojawiła się na gali „Przeglądu Sportowego” jako reprezentantka męża, który znalazł się w gronie nominowanych. Przyleciała specjalnie z Barcelony i od pierwszych kroków po czerwonym dywanie było jasne, że tego wieczoru nie zamierza wtapiać się w tło. Jej sylwetka odcinała się od klasycznych czerni i granatów jak neonowy znak na nocnej ulicy.

Lewandowska wybrała kolor, po który sięga rzadko — intensywny, nasycony róż. Suknia do ziemi była obszerna, niemal teatralna, a jej dół sunął po dywanie jak fala. Góra kreacji została dopasowana, podkreślając ramiona i sportową sylwetkę trenerki. Całość przełamywał głęboki dekolt w kształcie litery V, który przyciągał spojrzenia i nadawał stylizacji odważniejszego charakteru.

Wśród gości mówiło się tego wieczoru głównie o sportowych faworytach — Idze Świątek i Bartoszu Zmarzliku — ale w kuluarach wzrok wielu osób wracał do jednej barwy i jednej sylwetki. Różowa suknia Anny Lewandowskiej działała jak magnes, kontrastując z powagą operowych wnętrz i oficjalnym charakterem gali.

Nie było w tym przesady ani przypadku. Każdy gest, każdy krok po czerwonym dywanie wyglądał na przemyślany. Lewandowska nie walczyła o tytuł, ale bez wątpienia zaznaczyła swoją obecność w sposób, który trudno było zignorować.

