Anna Korcz wywołała spore poruszenie po swojej ostatniej wypowiedzi. Aktorka, znana z roli Izabeli Brzozowskiej w serialu „Na Wspólnej”, tym razem nie mówiła o pracy ani rodzinie, lecz o wyglądzie kobiet i granicach, które jej zdaniem z wiekiem powinny się pojawić. Jej słowa były szczere do bólu i momentami bardzo surowe.
57-letnia aktorka od lat funkcjonuje w świecie teatru i mediów, prowadzi własny ośrodek z restauracją i spełnia się w życiu prywatnym jako żona i mama trójki dzieci. Jak sama przyznaje, od zawsze jest wobec siebie wyjątkowo wymagająca i bezkompromisowa w kwestii estetyki.

W najnowszej rozmowie otwarcie nazwała się perfekcjonistką. Podkreśliła, że z wiekiem coraz bardziej świadomie ukrywa to, co uważa za niedoskonałe, a młodość i naturalną atrakcyjność ciała traktuje jak coś, co trzeba doceniać, póki trwa.
„Ja jestem bardzo krytyczna wobec siebie, w związku z czym już od dawna chowam to, co uznaję za niedoskonałe, a jestem perfekcjonistką. Jest mi trudno żyć, bo myślę, że dużo zauważam i bardzo cenię sobie to, że mam możliwość pochowania tego czy tamtego, a uwielbiam patrzeć na młode, piękne, zgrabne, piękne ciała. Mówię to moim młodszym koleżankom: ‘Dopóki możesz, pokazuj wszystko, co się da, bo później będzie coraz gorzej’” – stwierdziła.

Na tym jednak nie poprzestała. Najwięcej emocji wzbudził fragment, w którym Korcz odniosła się do dojrzałych kobiet, pojawiających się na oficjalnych wydarzeniach w odsłaniających stylizacjach. Aktorka nie kryła, że takie widoki wywołują u niej raczej smutek niż zachwyt.

„Nie tyle, że mnie to szokuje, przeszkadza, ale żal mi tych kobiet, które, zwłaszcza na oficjalnych przyjęciach, pokazują za dużo, a ciała są brzydkie, pomarszczone, niezadbane i mimo że jestem tolerancyjna, każdy ma prawo robić, co chce, to myślę sobie: ‘Szkoda mi jej, jakby założyła sweter, dłuższą spódniczkę albo zadbała o stopy, o pięty’ – przepraszam – a idzie w pięknych, drogich klapkach, ale to, co jest z tyłu – o nie…” – mówiła bez ogródek.
Podkreśliła też, że estetyka to dla niej coś więcej niż chwilowa opinia. To sposób patrzenia na świat, który stosuje również wobec siebie, bez żadnej taryfy ulgowej.
„Jestem estetką i pod tym względem jestem dla siebie bezlitosna. Oczywiście, tego nie oceniam, ale potem, jak sobie prywatnie gdzieś rozmawiamy, to mówimy o takich rzeczach: ‘Ten czy ten osobnik mógłby zadbać, a nie zrobił tego, wystawia się na śmieszność’” – dodała.

Jej słowa szybko odbiły się echem i jasno pokazują, że Anna Korcz nie zamierza łagodzić przekazu ani dopasowywać się do oczekiwań innych. Mówi to, co myśli, nawet jeśli brzmi to wyjątkowo ostro.

