Helena Englert, znana jako Hela, nie zwalnia tempa. Ledwo ucichły echa zamieszania wokół jej wcześniejszych wypowiedzi, a ona już wypuściła kolejny singiel i od razu wrzuciła go w sam środek internetu. Nowy kawałek nosi tytuł „Milcz” i od pierwszych sekund nie pozostawia złudzeń co do tonu. Jest ostro, bez cenzury emocji i z jasnym komunikatem do byłego.
Córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w show-biznesie. Zamiast biznesu czy influ, postawiła na muzykę i próbuje przebić się jako wokalistka. Tym razem zrobiła to w stylu, który trudno zignorować.

„Milcz” szybko został okrzyknięty wulgarną antywalentynką. W tekście Hela nie owija w bawełnę i rzuca wprost: „Wy***dalaj”, „Milcz, krwa, nie krzycz mi do ucha”. Całość brzmi jak rozliczenie z relacją, w której cierpliwość dawno się skończyła, a emocje wylały się bez filtra.

Promocja numeru też poszła w nietypową stronę. Hela opublikowała nagranie z… mamą. Akcja dzieje się w markecie, między półkami, w otoczeniu cen w euro. Światowo, zwyczajnie i kompletnie nie jak z planu teledysku. Beata Ścibakówna stoi spokojnie, słuchawki w uszach, a córka podchodzi i zagaduje.

W pewnym momencie mama wyciąga słuchawkę i zdradza, że słucha właśnie nowego numeru Heli. Na pytanie córki, czego dokładnie słucha, odpowiada jednym słowem: „Milcz”. Reakcja idealnie zsynchronizowana z tytułem piosenki. Hela kwituje to krótkim „A dobrze, przepraszam” i sprawa jest zamknięta.

Internet momentalnie podchwycił nagranie. Jedni widzą w tym dystans i poczucie humoru, inni tylko kolejną próbę zwrócenia na siebie uwagi. Jedno jest pewne — połączenie wulgarnego tekstu, marketowej scenerii i reakcji znanej mamy trudno przeoczyć.
