Pierce Brosnan urodził się nie w świecie luksusu, lecz w świecie pustych pokoi. W 1953 roku w irlandzkim Drogheda został bez ojca, wcześnie pożegnał matkę, która wyjechała do pracy, i tułał się po krewnych, aż trafił do internatów. Zamiast rodzinnego ciepła były zimne ściany — ale właśnie w tej ciszy narodziła się wyobraźnia i siła charakteru, które stały się fundamentem przyszłej legendy.

W wieku 11 lat przeniósł się do Londynu, gdzie był obiektem drwin z powodu akcentu. Jednak zamiast się załamać, Pierce wybrał sztukę: najpierw rysował, potem wyszedł na сценę. Teatr stał się ratunkiem, a kino — przeznaczeniem. Od roli czarującego Remingtona Steele’a po kultowe „GoldenEye” nie tylko stał się Jamesem Bondem — on napisał swoje życie od nowa.

Choć Brosnan był idealnym Bondem, nie pozwolił, by ta rola go ograniczyła. Z łatwością zmieniał gatunki: od stylu i intrygi „The Thomas Crown Affair”, przez dobroć w „Mrs. Doubtfire”, po blask „Mamma Mia!”. Pierce udowodnił, że prawdziwa siła aktora tkwi w umiejętności bycia różnym, pozostając żywym i szczerym na ekranie.


Za kamerą krył się znacznie bardziej złożony los. Przeżył śmierć swojej pierwszej żony Cassandry Harris i ich córki Charlotte, które stracił z powodu raka. Ale odnalazł nowe oparcie — dziennikarkę Keely Shaye Smith, z którą znalazł wreszcie tę rodzinę i spokój, których tak bardzo brakowało mu w dzieciństwie. Historia Brosnana to opowieść o wytrwałości, miłości i niezwykłym darze zamieniania bólu w siłę.

Jaki macie stosunek do tego aktora?
