W dniu 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Kinga Rusin odezwała się z zupełnie innego końca świata. Zamiast zimowej Polski — Meksyk, słońce i tropikalna sceneria. Jedno jednak się nie zmieniło. Dziennikarka jasno dała do zrozumienia, że i w tym roku gra z Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i nie zamierza przejść obok finału obojętnie.
Rusin opublikowała nagranie, w którym opowiadała o symbolicznym przeskoku z mroźnego kuligu prosto w tropiki. Jak podkreśliła, niezależnie od miejsca, w którym akurat się znajduje w dniu finału, zawsze mówi ludziom o WOŚP i zachęca do wsparcia akcji. Tym razem robiła to w Meksyku, wśród lokalnych dźwięków i zupełnie innej kultury.
Посмотреть эту публикацию в Instagram
W swoim wpisie zwróciła uwagę na reakcje obcokrajowców, którym opowiada o Orkiestrze. Przyznała, że wiele osób nie kryje zdziwienia, gdy słyszy, że jednego dnia miliony Polaków potrafią odłożyć na bok podziały i wspólnie działać dla dobra chorych dzieci. Dla niej WOŚP to nie tylko zbiórka pieniędzy, ale także święto radości, muzyki i solidarności, które od 34 lat jednoczy ludzi.
Dziennikarka nie poprzestała na samych deklaracjach. Zapowiedziała, że jak co roku razem z ukochanym, Marek Kujawa, planują wykonać duży przelew na konto fundacji. Podkreśliła, że gdy widzi czerwone serduszka WOŚP na nowoczesnym sprzęcie medycznym w polskich szpitalach, nie ma wątpliwości, że to działanie ma realny sens.
Rusin dodała również, że podczas pobytu w Meksyku udało jej się namówić do wpłat wiele osób z różnych krajów świata. Zwróciła uwagę, że dzięki technologii pomaganie nie zna dziś granic i WOŚP można wspierać z dowolnego miejsca na Ziemi. Jej przekaz był prosty — liczy się gest i chęć działania, a odległość nie ma żadnego znaczenia.
