Ze Skolimowa napłynęła wiadomość, która poruszyła środowisko teatralne. Zmarła Agnieszka Byrska-Zaczyk – aktorka, którą przez lata ceniono nie za medialność, lecz za klasę, warsztat i niezwykłą dyscyplinę sceniczną. Dla wielu to bolesny znak, że pewna epoka właśnie się zamknęła.
Jej artystyczna droga zaczęła się od baletu w warszawskiej szkole, później były występy w Operetce Warszawskiej, aż wreszcie scena dramatyczna, która stała się jej prawdziwym żywiołem. Grała w Gorzowie Wielkopolskim, w kieleckim Teatrze im. Żeromskiego, ale najdłużej i najpełniej była związana z warszawskim Teatrem Komedia. To tam zostawiła największy ślad.

Nie zabiegała o rozgłos. Unikała medialnego szumu i fotograficznych fleszy. W środowisku mówiono o niej inaczej – jako o artystce kompletnej, punktualnej, wymagającej wobec siebie i innych. Występowała w Teatrze Telewizji, pracowała dla Polskiego Radia, a w burzliwych latach 80. stanęła na czele struktur „Solidarności” w swoim teatrze. Z zawodem rozstała się definitywnie w 1982 roku, pozostawiając po sobie pamięć kogoś, kto traktował scenę jak misję, a nie zawód.
Prywatnie przez blisko siedem dekad była związana z jednym mężczyzną – śpiewakiem operowym Zdzisławem Zaczykiem. Poznali się jeszcze w czasach Operetki Warszawskiej. Ich relacja uchodziła za jedną z najtrwalszych w polskim świecie sztuki. Po śmierci męża w 2023 roku aktorka wycofała się z życia publicznego i zamieszkała w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie.
To właśnie tam spędziła ostatnie lata, dzieląc się wspomnieniami o dawnym teatrze, o pracy, o przemijaniu. Jej opowieści stały się częścią dokumentalnych relacji o świecie sceny, którego już właściwie nie ma. Świecie opartym na etosie, rzemiośle i szacunku do zawodu.

Informację o jej śmierci przekazał w mediach społecznościowych Teatr im. J. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim, z którym była związana w latach 1962–1965. W pożegnaniu przypomniano jej najważniejsze role z tamtego okresu i podkreślono, jak bardzo wyróżniała się wszechstronnością.

Był to czas teatru wymagającego, opartego na rygorze pracy, w którym ruch sceniczny i plastyka ciała miały taką samą wagę jak słowo. Byrska-Zaczyk dzięki swojemu baletowemu przygotowaniu wnosiła do inscenizacji coś, czego nie dało się podrobić. Dla gorzowskiej kultury pozostała artystką, która nadawała spektaklom unikalny charakter.

Jej odejście to nie tylko strata dla bliskich i przyjaciół. To również pożegnanie z pokoleniem twórców, którzy scenę traktowali z pokorą i ogromnym szacunkiem.
