|

Paulla przerwała milczenie o najgorszym okresie życia. „Spałam na ławce i nie miałam co jeść”


Dziś widzimy ją na scenie, słyszymy jej charakterystyczny głos i kojarzymy z przebojami, które zna cała Polska. Ale zanim Paulla osiągnęła sukces, przeszła drogę, o której niewielu miało pojęcie. Artystka bez ogródek opowiedziała o czasie, gdy bieda była jej codziennością, a walka o przetrwanie brutalną rzeczywistością.

Paulina Ignasiak, znana jako Paulla, przyszła na świat 30 stycznia 1979 roku w Pleszewie. Była najstarszym dzieckiem w rodzinie i od najmłodszych lat marzyła o muzyce. Determinacja pchała ją do kolejnych prób zaistnienia na scenie. Zanim usłyszała o niej cała Polska, brała udział w „Szansie na sukces”, „Idolu”, a także dotarła do finału konkursu talentów organizowanego przez Michała Wiśniewskiego w reality show „Jestem jaki jestem”.

Zanim jednak pojawiły się hity „Od dziś” i „Prosto w serce”, przyszło jej zmierzyć się z czymś znacznie trudniejszym niż odrzucenia w programach muzycznych. W rozmowach nie ukrywa, że dorastała w biednym domu i bardzo wcześnie musiała nauczyć się samodzielności. W dorosłym życiu długo nie miała na kogo liczyć.

W 2023 roku artystka wróciła do tych bolesnych wspomnień, opisując okres, w którym brakowało jej dosłownie wszystkiego. Pracowała wtedy jako niania, ale nawet stałe zajęcie nie dawało poczucia bezpieczeństwa. Zimą chodziła w cienkiej, wiosennej kurtce, bo nie było jej stać na ciepłe okrycie. Gdy zapytano ją, czy nie marznie, wolała udawać, że wszystko jest w porządku, niż przyznać się do swojej sytuacji.

Jeszcze trudniejsze były warunki, w jakich mieszkała po przyjeździe do Warszawy. Wynajmowany pokój w okolicach Szpitala Praskiego wspomina jako miejsce, w którym trudno było mówić o normalnym życiu. Pieniędzy starczało na minimum, a często nawet na to nie. Jak sama przyznała, była to czysta wegetacja. Nie miała ubrań, nie miała zapasów, nie miała poczucia stabilności.

Najmocniejsze słowa padły, gdy opowiadała o momentach absolutnego dna.
„Wiem, co to jest głód. Doświadczyłam bardzo ekstremalnych rzeczy w życiu. Wiem, co to znaczy przyjechać do Warszawy i spędzić noc w parku na ławce” — mówiła, nie kryjąc emocji.

Do tych doświadczeń wróciła także w rozmowie o tym, jak udało jej się nie poddać. Przyznała, że nie prosiła nikogo o pomoc, choć dziś widzi, jak bardzo ją to ukształtowało, ale też zraniło. Jedyną kotwicą, której się trzymała, były marzenia o muzyce. Nawet wtedy, gdy nie miała co jeść ani gdzie spać, wierzyła, że śpiew jest jedyną drogą, jaką potrafi iść.

Historia Paulli to opowieść o determinacji, samotnej walce i cenie, jaką czasem trzeba zapłacić za marzenia. Bez upiększeń i bez skrótów.

Sunlitee