Emily Blunt w tym sezonie nagród jest niemal wszędzie. Aktorka regularnie pojawia się na najważniejszych galach filmowych i nie zwalnia tempa. Zawsze dopracowana, elegancka i świadoma swojego wizerunku, przyciąga obiektywy fotografów. Tym razem jednak to nie kreacja była głównym tematem rozmów, lecz jej wyraźnie zmieniona twarz.
Kariera Emily Blunt nabrała rozpędu niemal dwie dekady temu, kiedy pojawiła się w kultowym filmie „Diabeł ubiera się u Prady”. Produkcja na stałe zapisała ją w historii kina, a dziś fani z niecierpliwością czekają na kontynuację, która ma trafić do kin wiosną tego roku. Przez lata Blunt nie mogła narzekać na brak propozycji. Jej role były doceniane przez krytyków, czego dowodem są cztery nominacje do Złotych Globów, w tym jedno zwycięstwo, oraz nominacja do Oscara.

Ostatnio jednak uwaga coraz częściej skupia się nie na jej dorobku aktorskim, a na wyglądzie. Jeszcze w niedzielę Emily pojawiła się na gali Złotych Globów w Los Angeles, a już dwa dni później przeniosła się na Wschodnie Wybrzeże. We wtorek zameldowała się w Nowym Jorku na National Board of Review Gala 2026.

Tym razem postawiła na mniej klasyczną, a bardziej nowoczesną stylizację. Wybrała body z wyraźnym dekoltem, prześwitującą spódnicę oraz zdobioną marynarkę. Całość prezentowała się efektownie, ale to nie ubranie grało pierwsze skrzypce. Fotografowie i obserwatorzy znów skupili się na jej twarzy, która coraz mniej przypomina wizerunek znany sprzed lat.

Choć Emily Blunt nigdy oficjalnie nie odniosła się do komentarzy na temat swojej metamorfozy, zmiany są trudne do przeoczenia. Rysy twarzy stały się inne, mimika wyraźnie się zmieniła, a każde kolejne publiczne wyjście tylko podsyca dyskusję. Na nowojorskiej gali znów pojawiła się w centrum uwagi, ale tym razem nie za sprawą roli czy nagrody.

